To był z pewnością nie tylko oczywisty ale też wynikający zapewne z naturalnej potrzeby pomysł, by w leżącej na pograniczu kontynentów, starej kulturą, religią i obyczajem Armenii, powołać do życia festiwal filmowy.
TROCHĘ HISTORII
Zakończona właśnie 23. edycja Golden Apricot potwierdziła sens tego przedsięwzięcia, zaś poziom artystyczny, obecność wielu gości zagranicznych i zainteresowanie branży, dowiodły, że w natłoku podobnych inicjatyw, zawsze najważniejsi okazują się ludzie i ich determinacja w działaniu. A w Erewaniu zebrała się odpowiednia grupa pasjonatów kina, która zyskała poparcie lokalnych instytucji, znalazła sponsorów i przekonała środowisko filmowe na świecie, że warto zainteresować się nowym festiwalem na pograniczu europejsko- azjatyckim.
Inicjatorami armeńskiego projektu festiwalowego było w 2024 roku trio składające się z : Harutyuna Chaczatriana, reżysera filmowego i dyrektora generalnego festiwalu; Mikajela Stambolcyana, krytyka filmowego i dyrektora programowego; oraz Susanny Harutyunyan, krytyka filmowego i dyrektora artystycznego. Teraz artystycznym przewodnikiem po ofercie programowej jest imponujący wiedzą o historii światowego kina i uznany miejscowy autorytet, Karen Aventisyan.
Lista gwiazd, które przyjęły w przeszłości zaproszenie do Erywania jest długa i imponująca. Nie brak na niej znakomitych nazwisk związanych z historia światowego kina (Ornella Muti, Nastassja Kinski, Jacqueline Bisset), wybitnych reżyserów (byli tu m.in.: Marco Bellocchio i Wim Wenders, Asghar Farhadi i Darren Aronofsky, Gianfranco Rosi i Ulrich Seidl; gościem tegorocznej edycji był m.in. Paweł Pawlikowski), operatorów (w tym roku Bruno Delbonnel) i producentów.
Warto podkreślić polski udział, właściwie od początku istnienia Golden Apricot International Film Festival, bo poza nagrodami dla konkursowych filmów i ich autorów, przyznawano tu także wyróżnienia za całokształt twórczości. Otrzymali je m.in. Agnieszka Holland i Krzysztof Zanussi a za zawodowe mistrzostwo, Wojciech Marczewski.
Jak rekomendują swój festiwal organizatorzy: GAIFF różni się od innych festiwali filmowych, gdyż odbywa się na mniejszą skalę i przez to jest bardziej kameralny. Mimo to cieszy się międzynarodowym zainteresowaniem i szacunkiem.
Wprawdzie z dystansem potraktować trzeba opinię Levona Hovhannisyana , zastępcy burmistrza Erywania, wygłoszonej podczas ceremonii otwarcia, że Golden Apricot plasuje się wśród 50 najlepszych festiwali filmowych świata, ale potraktujmy ją raczej jako wyraz ambicji i planów na przyszłość a nie realnej sytuacji.
OJCIEC, KSIĘŻYC I SZEKSPIR
Podczas GAIFF filmy prezentowane są w dwóch międzynarodowych sekcjach konkursowych: filmów fabularnych i dokumentów. Złota Morela (nagroda główna) i Srebrna Morela (wyróżnienie specjalne) przyznawane są w każdej kategorii. Panorama Armenii to ogólno armeńska sekcja konkursowa festiwalu, przeznaczona dla filmów wyprodukowanych przez twórców pochodzenia ormiańskiego.
Do rywalizacji o najwyższe trofeum komisja selekcyjna wybrała spośród setek zgłoszonych, dwanaście tytułów, będących udaną reprezentacją najważniejszych trendów w aktualnym kinie światowym. Bo ono poza odwoływaniem się do przeszłości w wydaniu historycznym czy obyczajowym, skupia swa uwagę na człowieku. Homo sapiens AD 2026 zmaga się z wieloma traumami, na czele z samotnością, depresją i alienacją, ale też wciąż poszukuje swego miejsca pod słońcem. Żyje obok emigrantów, powraca do swych korzeni i zapomnianych miejsc w nadziei, że znajdzie tam odpowiedzi na najważniejsze pytania.
Erewański konkurs miał swego naturalnego faworyta w postaci słowacko- czesko- polskiego „Ojca” Terezy Nvotovej, pokazywanego wcześniej na wielu światowych imprezach, na czele z MFF w Wenecji i wielokrotnie nagrodzonego m.in. w: Palm Springs, Warszawie, Sztokholmie, Zurychu i „Złotą Żabą” na Camerinmage w Toruniu. „Ojciec” to zapis okoliczności jakie doprowadziły do rodzinnej tragedii- biznesmen odwożący córeczkę do przedszkola, przekonany, że mała wysiadła tam z samochodu, nie zauważa, że dziecko wcześniej zasnęło i zostawia je w rozgrzanym pojeździe na parkingu pod firmą.
Bardzo dobre recenzje towarzyszyły pokazowi filmu „No Good Man” Shahrbanoo Sadat, który otwierał tegoroczne Berlinale a w Erywanie także doczekał się zasłużonych braw. Jego akcja toczy się tuż przed i w trakcie ewakuacji amerykańskich wojsk okupacyjnych z Afganistanu, a bohaterką jest jedyna operatorka w kabulskiej telewizji państwowej.
W realiach dzisiejszego Cypru toczy się historia dwóch kobiet, Mariamy, młodej senegalskiej azylantki i Stelli, miejscowej diwy po przejściach, próbującej wyjść z narkotykowego uzależnienia. ‘The Lion at My Back” Tonii Mishiali to dobrze zrealizowana i więcej niż poprawnie zagrana opowieść o nieprzewidywalności ludzkiego losu, którzy każe spotkać się dwóm skrajnie różnym światom i znaleźć dla nich w finale nieoczekiwany happy- and.
O poszukiwaniu sensu życia i niezbędnej do tego konieczności zrozumienia samego siebie opowiadał zrealizowany metodą paradokumentalną „Londyn” austriackiego reżysera Sebastiana Brameshubera, nagrodzony Wyróżnieniem Specjalnym jury.
„The Moon is a Father of Mine” podpisany przez pochodzącego z Gruzji George Ovashviliego to z kolei relacja z wcale nie sentymentalnej podróży sprawiającego kłopoty wychowawcze dwunastolatka z niespodziewanie odzyskanym ojcem do rodzinnej wioski tego ostatniego. Obaj chcą nadrobić stracone lata, co okaże się tyleż trudne co niebezpieczne.
I jeszcze nagrodzony na tegorocznym festiwalu w Krakowie „Tristan Forever” Szwajcara Tobiasa Nölle, zrealizowana z miłością do miejsc i ludzi epopeja pewnego paryskiego lekarza, który od kilkudziesięciu lat odwiedza najmniejszą zamieszkałą wyspę świta, leżącą pośrodku oceanu.
Jury konkursu, kierowane przez austriacką reżyserkę i producentkę, Jessicę Hausner, którą wspierali: Irlandczyk Mark Cousins, Mark Peranson z Kanady, Niemka Shermin Langhoff oraz pochodzący z Argentyny Nahuel Pérez Biscayart, postanowiła dość niespodziewanie nagrodzić „Złotą Morelą” szwajcarsko- argentyńskie „The Cussins” Milagros Mumenthaler. Tytułowe prądy, do końca filmu nie zidentyfikowane i nie nazwane, zmieniły w pewnym momencie dotychczasowe życie uznanej projektantki kostiumów, która po powrocie z Genewy do Buenos Aires, sama siebie z trudem odnajduje w codziennym działaniu.
Nie ogląda się tego obrazy łatwo, autorka nie ułatwia nam podążania za swymi tropami ale też grająca rolę główną, Isabel Aimé González-Sola, nie jest chyba pewna czy aby na pewno dobrze odczytuje intencje reżyserki. Film typowo festiwalowy, jak taki rodzaj fabuły i narracji kiedyś określano, chyba z małymi szansami na kontakt z większą widownią.
Variety pisał po premierze: Eleganckie, nieuchwytne argentyńskie studium charakteru, któremu nie przeszkadza pozostawienie widzów na lodzie.
W Konkursie Regionalnym choć „Złotą Morelę” otrzymał film „Inside Amir”, na szczególną uwagę zasłużył z pewnością „Dry Leaf” (laureat „Srebrnej Moreli”, zdjęcie obok) Alexandre Koberidzego. Nie tylko dlatego, że został również uhonorowany Nagrodą FIPRESCI, Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych, ale z względu na mistrzowskie operowanie nastrojem, dalekim od nachalnej dydaktyki dążeniem do rozwikłania tajemnicy z przeszłości, definicją tęsknoty za światem przeszłym i niespełnionym. „Dry Leaf” to fascynująca wędrówka bohaterki po gruzińskiej prowincji śladami swego ojca- trenera i niezwykłego człowieka.
Dodajmy na koniec części konkursowej, że „Ojciec” otrzymał Nagrodę za Dystrybucję w Armenii i Gruzji, a także nagrodę w wysokości 6000 euro na wsparcie dystrybucji regionalnej filmu.
SPOTKANIA Z MISTRZAMI
To oczywiście stara jak filmowy świat tradycja ale również potwierdzenie rangi imprezy, bo wielkie nazwiska albo są bardzo zajęte albo zbyt wysoko wyceniają swój czas poświęcony na festiwalowe wizyty. W Erewaniu nie ma, jak się wydaje, z odpowiedziami na zaproszenia problemu, a zarówno frekwencja na spotkaniach z klasykami, jak i poziom dyskusji nie budzą zastrzeżeń.
Retrospektywny przegląd wybranych tytułów z dorobku gościa specjalnego jest naturalnym wstępem do spotkań zarówno z festiwalową publicznością jak i gronem złożonym z profesjonalistów (praktykujących ludzi kina, studentów, pasjonatów X Muzy, mediów).
Na pokazach specjalnych pary goszczących w tym roku w Erewaniu twórców przypomniano ich największe dokonania. W przypadku znakomitego francuskiego operatora Bruno Delbonnela była to więc legendarna „Amelia” Jean-Pierre Jeuneta, za którą autor zdjęć otrzymał pierwszą ze swych nominacji do Oscara.
Drugi z honorowanych „Talarem Paradżanowa” za wybitny wkład artystyczny w kino światowe, Paweł Pawlikowski, przedstawił armeńskiej publiczności swój nowy projekt czyli „Ojczyznę” a przypomniał oscarową „Idę” i późniejszą „Zimną wojnę”. Wszystkie projekcje z nadkompletem a spotkanie z polskim reżyserem także z zaskakującymi wątkami i pytaniami młodych uczestników. Imponowali wiedzą o polskim kinie, pytali o inspiracje twórczością Hasa czy Kawalerowicza, mówili o wpływie, jaki na ich postrzeganie filmowego świata a nawet na życiowe decyzje miała i ma w dalszym ciągu „Ida”. Uznawana za klasyczne już dzieło, dowód niekwestionowanej przewagi europejskiego kina artystycznego nad zaoceaniczną masówką, okazuje się wspaniałą pożywką dla studenckich marzeń o „prawdziwym kinie”. Dla dzisiejszych filmowych czeladników Pawlikowski to trzecie po Polańskim i Kieślowskim nazwisko kojarzone z nadwiślańską kinematografią.
JANUSZ KOŁODZIEJ
