
Jedna z najstarszych imprez filmowych na świecie (starsza jest tylko o cztery edycje Wenecja a tyle samo wydań ma Cannes), wyróżniająca nagrodzone filmy cenionymi w branży Lampartami, zawsze starannie dobierająca propozycje konkursowe i dodatkowe, odbywająca się w bajkowo urokliwym miejscu i słynna wieczornymi pokazami na Piazza Grande w centrum miasta.
JAK LATARNIA MORSKA…
Locarno Film Festival ma swoją rangę, prestiż i cieszył się od zawsze uznaniem środowiska, bo to może już jedno z ostatnich miejsc gdzie nie dominują jeszcze w okołofestiwalowym, wielotysięcznym tłumie różnej maści i proweniencji influenzarzy, oszalałe z emocji korespondentki portali i portalików plotkarskich i pararazzi czyhający o 4 nad ranem pod hotelami na powroty sezonowych gwiazd.
Tu spotykają się z twórcami, producentami i kreatorami rynku medialnego przede wszystkim krytycy filmowi i branżowi dziennikarze z całego świata. Przyjeżdża także stara filmowa gwardia siwowłosych klasyków głównie z Włoch, Francji, Anglii czy Niemiec, bo tam jeszcze przetrwały w prasie ogólnonarodowej i lokalnej, owiane często legendą nazwisk i tradycją rzetelnych opinii, wciąż oczekiwane i czytane, kąciki filmowe.
Locarno trzyma poziom i jakość oferty, co nie jest wcale proste i łatwe mimo chwalebnej przeszłości, bo rynek festiwalowy pęcznieje z roku na rok, także za sprawą nowych technologii, które pozwalają na realizacje i emisję filmu prawie każdemu.
W palonym ponad 40- stopniowym słońcem kurorcie nad jeziorem Lago Maggiore przedstawiciele branży i szefowie festiwalu wyraźnie podkreśli, że główne konkursy na świecie, oczywiście poza niekwestionowana przez nikogo, Wielką Piątką (Sundance, Berlin, Cannes, Wenecja i Toronto) zmieniają się i rosną w siłę jako część globalnej gospodarki filmowej. Dotyczy to zarówno Locarno, znanego przede wszystkim jako bastion twórców sztuki wysokiej, jak i San Sebastián, Karlowych Warów i Tallina, by wymienić tylko te mniejsze festiwale w Europie.
W czasach, gdy film przechodzi głębokie przemiany – zarówno w sferze technologicznej, jak i ekonomicznej – Locarno nadal stanowi latarnię morską dla niezależnej myśli i eksperymentów filmowych– powiedziała może z pewną przesadną emfaza ale z głębokim przekonaniem, prezydent Maja Hoffmann, obiecując na konferencji otwarcia imprezy “ambitną i ekscytującą edycję“.
I nie była to standardowa, okazjonalna deklaracja, bo z 224 filmami, 101 światowymi premierami i ponad 300 pokazami, licznie wypełnione sale kinowe w sierpniowym Locarno AD 2025 stały się najlepsza wizytówką czołowych producentów z całego świata. W ramach Concorso Internazionale, Concorso Cineasti del Presente, Fuori Concorso i Pardi di Domani, pokazano całą ożywczą witalność i formalną różnorodność szwajcarskiej i międzynarodowej kinematografii, prezentując niezwykły wachlarz dzieł i tworząc program równie inspirujący, co bogaty. Jednocześnie, retrospektywy LFF numer 78 („Wielkie nadzieje: Brytyjskie kino powojenne (1945–1960)” oraz sekcja Histoire(s) du Cinéma) pozwoliły umieścić współczesny program w kontekście historii kina.
W tym akapicie wspomnieć trzeba o polskiej obecności w Locarno, w tym roku w sekcji Locarno Kids pokazano przy pełnej Sali i dobrych reakcjach polsko- czeski film Krzysztofa Komandera „Skrzat. Nowy początek”. W kilkudziesięcioletniej historii szwajcarskiej imprezy polskie tytuły zdobywała Złotego Lamparta dla najlepszego filmu trzykrotnie: w 1971 „Znaki na drodze „w reżyserii Andrzeja J. Piotrowskiego, w 1973 „Iluminacja” Krzysztofa Zanussiego i w 1986 „Jezioro Bodeńskie” podpisane przez Janusza Zaorskiego. W 2016 nagrodę Srebrnego Lamparta dla najlepszego aktora otrzymał Andrzej Seweryn za rolę w filmie „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego, zaś cztery lata temu „Film balkonowy” Pawła Łozińskiego zdobył Grand Prix w sekcji Semaine de la critique. Rok później cenną nagrodę w tej kategorii otrzymały dwa inne polskie dokumenty, „Syndrom Hamleta” Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego i „Pisklaki” Lidii Dudy.
DRAKULA I INNE NIESPODZIANKI
Komisja selekcyjna działając z zgodzie z ideą przewodnią festiwalowego kierownictwa, starała się zaskoczyć jurorów, krytykę i widownię, wybierając z tysięcznej oferty także te tytuły, które mają niewielkie szanse, by zaistnieć gdzie indziej. Również przez swą tematyczna hermetyczność czy czasem akademicki styl realizacji. Taką propozycją okazał się z pewnością niemiecko- gruziński „Suchy liść” Aleksandra Kobelidze, ponad trzygodzinna (po pierwszej części nie słychać było jednak aplauzu na pokazie prasowym) historia Lisy, zajmującej się fotografia sportową, która nagle znika bez śladu. W notatce, jedynej rzeczy, która pozostała, Lisa wyraźnie prosi, aby jej nie szukano. Stary ojciec, nie chcąc się z tym pogodzić, wyrusza w długą podróż u boku jej najlepszej przyjaciółki. Poddajemy się powolnemu tempu, akceptujemy quasi archiwalną fakturę wielu kadrów ale… Ale z każdym kolejnym kwadransem zaczyna dominować przekonanie, że utalentowany reżyser postanowił zrobić za wszelką cenę autorski do bólu film festiwalowy, jak jego zwodowi antenaci sprzed kilku dekad. Ale podkreślmy. To nie prowokacja ze strony organizatorów ale czytelny sygnał: takie kino również powstaje i mimo wszystko warte jest pokazania!!!
Inne konkursowe zaskoczenia nie były już tak skrajne. Pupil międzynarodowej krytyki i łowca festiwalowych nagród, rumuński klasyk Radu Jude, który dwa lata temu zdobył w Locarno Nagrodę Specjalną Jury – za brawurowo opowiedziana tragikomedię “Nie oczekuj zbyt wiele od końca świata”, pokazał teraz długo wyczekiwanego “Draculę”. W rozmowie z “Variety” rumuński reżyser powiedział: “Jeśli ‘Kontinental’ 25″ jest moją odpowiedzią na Roberto Rosselliniego, powiedzmy, że ‘Dracula’ jest moim listem miłosnym do Eda Wooda”. Powtórzył to na popremierowej konferencji prasowej ale pytano go głownie o genezę, celowość i nadmierna długość animowanych wcale nie obrazoburczych ale wręcz pornograficznych kadrów. Starał się ubrać te fragmenty w nawias umowności, żartu, zabawy z konwencjami ale nie brzmiało to przekonywująco. Póki co RJ odbywa w gronie najbliższych festiwalowe tourne (był także we Wrocławiu na Nowych Horyzontach).
To będzie prawdziwa niespodzianka- rekomendował austriacko- niemiecką produkcję dyrektor artystyczny festiwalu, Gionna A. Nazzaro. “Biały ślimak” reżyserski duet Elsa Kremser i Levin Peter w swym fabularnym debiucie opowiada o Maszy (Marya Imbro), białoruskiej modelce marzącej o karierze w Chinach, którą pociąga Misza, tajemniczy samotnik (Michaił Sienkow) pracujący na nocną zmianę w kostnicy. Ich spotkanie- jak pisała krytyka- zaburza jej poczucie ciała, piękna i śmiertelności, a także prowadzi do kruchej historii miłosnej dwojga outsiderów, którzy wywracają swoje światy do góry nogami, odkrywając, że nie są sami. Tym bardziej, że funkcjonują póki co w daleko nieprzyjaznym otoczeniu, którego echa pojawiają się w rozmowach, migawkach, atmosferze. Zasłużona Nagroda Specjalna Jury LFF 2025 i nagrody aktorskie dla pary odtwórców głównych i właściwie jedynych ról. To rzeczywiście była prawdziwa niespodzianka. I była nie tylko w Locarno bo „Biały ślimak” ma zaproszenia na kolejne festiwale (tydzień później został pokazany i również nagrodzony ma MFF w Sarajewie).
Zaskoczenie kolejne to pokaz na festiwalu w Locarno serialu Jeana-Stéphane’a Brona “The Deal”, opowiadającym o amerykańsko-irańskim porozumieniu nuklearnym, które poprzedziły intensywne rokowania prowadzone dyskretnie w szwajcarskim kurorcie. To najwyższej jakości robota telewizyjna, której punktem wyjścia jest mało znany epizod z historii kulis dyplomatyczno- politycznych negocjacji oraz oparty na archiwaliach i dokumentach, precyzyjnie napisany scenariusz. A potem staranna realizacja, obsada chyba świadomie pozbawiona wielkich nazwisk i więcej niż pozytywny odbiór nie tylko telewizyjnej widowni.
Nie było tu mowy o obrazach odwołujących się do ledwo minionych (Liban, Syria) czy aktualnie toczonych konfliktów i wojen (Ukraina, Gaza) ale można odnieść wrażenie, ze międzynarodowa publiczność kinowa zaczyna być zmęczona doraźnymi obrazami, czeka chyba na zdystansowane spojrzenia, nowe tropy i wątki tych wydarzeń.
Widać to było także w Locarno, bo choć wszystkie wspomniane epizody miały swe filmowe odnośniki, obyły się jednak bez wzmianek w werdyktach jurorskich. „Zmęczenie wojną”- brzmi okrutnie i zabójczo dla ofiar ale jest naturalna konsekwencją i reakcją opinii publicznej.
A ŻYCIE SOBIE PŁYNIE…
Kanadyjska propozycja czyli „Follies” według scenariusza napisanego wspólnie przez reżysera Erica K. Boulianne i Alexandre Auger, zaprasza nas do domu i codziennego życia François i Julie, razem od 16 lat i od kilku rodziców małych dziewczynek. Sympatyczni, normalni, ani biedni ani bogaci postanawiają jednak powalczyć z rutyną codziennych zachowań w sypialni i pewnie co za tym idzie także poza nią. Internet, ja jakże, pomaga im zaangażować się w seksualne szaleństwa, które mają pomóc im dowiedzieć się więcej o sobie… Ale to nie może być i nie okaże się takie proste, jak się wydawało po lekturze internetowych opinii uczestników podobnych eksperymentów. Para »Follies« stara się odkryć na nowo swoje pragnienie, każde na swój sposób, ale zawsze zwracając uwagę na drugie. Eric maluje zabawny, poruszający i zdecydowanie współczesny portret rodzinny– pisał festiwalowy sprawozdawca, z którym nie sposób się nie zgodzić.
Cudowne włoskie „Kochanie” Margherity Spampinato. Dziewięciolatek wysłany na przymusowe, z racji rozwodu rodziców, wakacje na Sycylię do zapomnianej i wiekowej ciotki. To zderzenie nowoczesności z tradycją, szybkości z powolnością. Lato pełne lęków i odkryć, ale także przygód, kamieni milowych i strat – lato, po którym nic już nie będzie takie samo. Aurora Quattrocchi, odtwórczyni roli zrzędliwej ciotki otrzymała po projekcji ogromne brawa a na zakończenie festiwalu nagrodę specjalną za najlepsza kreację aktorską.
Emma Thompson, Stellan Skarsgård, Golshifteh Farahani, Jackie Chan i Willem Dafoe odebrali w Locarno tegoroczne honorowe Złote Lamparty po pokazie swych nowych propozycji na wieczornych pokazach na Piazza Grande.
Willem Dafoe jest świetny w “Przyjęciu urodzinowym”. Wciela się w postać miliardera, która przypomina inne postacie miliarderów z przeszłości. Dafoe naprawdę gra tę rolę z zapałem w sposób, który przywodzi na myśl niejakiego Dona Corleone. I oczywiście sprawia wrażenie bardzo współczesnego. Cała ta dyskusja o wyspach i miliarderach z prywatnymi armiami. Ostatecznie jest to rodzaj melodramatu o potężnym ojcu, który jest gotów zrobić wszystko, co w jego mocy, aby jego pieniądze nie trafiły do faceta, który rzekomo kocha jego córkę.
Giona A. Nazzaro, dyrektor artystyczny Festiwalu Filmowego w Locarno podsumował : Udana edycja, przerosła nasze najśmielsze oczekiwania, celebrująca nieprzemijającą i łagodną moc kina oraz jego wielorakie sposoby jednoczenia społeczności, by dzielić się wspaniałymi darami pokoju. Jesteśmy wdzięczni wszystkim reżyserom, którzy powierzyli festiwalowi swoje dzieła. Pozwoliło nam to stworzyć edycję z wizją przyszłości. Jesteśmy pewni, że te dzieła przetrwają próbę czasu i staną się promykami nadziei dla młodych talentów, które dopiero zaczynają marzyć o filmach, które chcą nakręcić jutro. Festiwal to budowanie lepszego jutra. Film po filmie.
JANUSZ KOŁODZIEJ