… MACIEJA ŚLESICKIEGO, scenarzysty, reżysera i producenta filmowego

– Dla współczesnych odbiorców medialnego przekazu świat dzieli się na dwa podstawowe okresy.  Ten do powstania Internetu i ten po jego uruchomieniu. Znają bardzo dobrze tylko ten drugi. A w nim „nie ma granic ni kordonów”?!

–  Internet spowodował, że dzisiaj właściwie wszystko jest na sprzedaż  Ja w ogóle nie mam mediów społecznościowych. Nie mam Facebooka, Instagrama, TikToka i żadnych innych. I czuję się z tym wspaniale. To, że pozostaję poza światem mediów społecznościowych, to nie znaczy, że ignoruję wpływ tego typu platform na współczesną rzeczywistość. Przeciwnie, dostrzegam, jak bardzo internet zmienił sposób, w jaki patrzymy na innych ludzi i na samych siebie. Granica między tym, co prywatne, a tym, co publiczne, coraz bardziej się zaciera. Szczególnie przeraża mnie to, że najbardziej brutalne czy nawet intymne sprawy bez żadnej refleksji zostają zamienione w „klikalne” treści.

– Lista zagrożeń jest długa i właściwie każdego dnia się powiększa. Co i w jakim stopniu Internet zmienił?

–  Życie codzienne, emocje, konflikty, tragedie czy dramatyczne wydarzenia mogą się stać treścią przeznaczoną dla szerokiej publiczności. To, co kiedyś wymagało obecności na miejscu, dziś może być obserwowane z dowolnego miejsca na świecie za pośrednictwem ekranu. Brutalizacja pokazywania świata i życia społecznego spowodowała, że właściwie w sieci można już pokazać wszystko.

I o tym też troszkę jest nasz serial „Klub”, bo to jest historia z zakładnikami, która jest w całości transmitowana i cały świat może to oglądać. Oczywiście media społecznościowe udają, że banują treści, które są brutalne, ale tak naprawdę można to obejść i ludzie to robią. Punktem wyjścia dla fabuły tego serialu stał się motyw zakładników uwięzionych w klubie. Dramat bohaterów rozgrywa się w zamkniętej przestrzeni, a poprzez transmisję jednocześnie staje się widowiskiem dla osób znajdujących się poza murami budynku. Tym samym staje się kolejnym materiałem do oglądania, komentowania i udostępniania.

– Klub” to pierwszy w historii Warszawskiej Szkoły Filmowej projekt, który  zastępuje tradycyjny dyplom aktorski profesjonalną produkcją?

– Zrealizowany według mojego scenariusza „Klub” to pierwsze w Polsce tak wymyślone przedsięwzięcie WSF: profesjonalny serial z udziałem studentów ostatniego roku aktorstwa. Zamiast tradycyjnego dyplomu młodzi aktorzy wchodzą na prawdziwy plan zdjęciowy i pracują w warunkach zawodowej produkcji. Konstrukcja serialu daje każdemu z nich wyrazistą postać, własny punkt dramaturgiczny i scenę, która może stać się zawodową wizytówką. To projekt ensemble, zbudowany tak, by każda rola miała temperaturę, ryzyko i znaczenie. Intencją „Klubu” jest stworzenie dyplomu, który nie kończy się wraz z pokazem dla komisji. To dyplom pomyślany jako produkt: serial mogący funkcjonować w obiegu cyfrowym, festiwalowym, branżowym i promocyjnym. Projekt odpowiada na zmianę sposobu oglądania, rozwój krótkich form serialowych i potrzebę budowania nowych modeli obecności młodych aktorów na rynku. Świat serialu wyrasta ze współczesnych lęków społecznych i wydarzeń, które pokazały, że przestrzeń rozrywki może w jednej chwili stać się miejscem katastrofy – od ataku na paryski klub Bataclan po inne akty przemocy wymierzone w cywilów zgromadzonych w klubach, salach koncertowych i przestrzeniach publicznych. „Klub” opowiada o sytuacji ekstremalnej, która mogłaby wydarzyć się wszędzie i o szkole filmowej, która zamiast powielać znane modele dyplomu, proponuje doświadczenie realnej produkcji — ryzykowne, aktualne i gotowe do rozmowy z rynkiem.