33. FEBIOFEST, Bratysława: Jakie mamy/chcemy/lubimy kino w środku Europy?

Bratysławski festiwal to tak naprawdę rozbudowana hybryda filmowa, bo łączy w sobie i klasyczny festiwal filmowy i cześć edukacyjno- szkoleniową przeznaczona głównie dla studentów oraz sekcję branżową, podczas której „sprzedaje się” nowe projekty i koncepcje.

O konkursach festiwalowych za moment, wpierw o  przyszłości kina nie tylko środkowoeuropejskiego, bo nawet z wysokości Bratysławy widać, jak bardzo rozbudowane sa obecnie kontakty i powiązania międzynarodowe. Koprodukcje to teraz niemal norma, wielość i potencjał finansowo- organizacyjny funduszy narodowych i regionalnych, gigantyczne potrzeby a co za tym idzie fundusze na produkcję, platform streamingowych i sieci telewizyjnych i kanałów tematycznych- wszystkie te elementy tworzą światowy przemysł o gigantycznym potencjale, którego rozmiary szacuje się, tylko w tym roku, na ok. 240 miliardów dolarów. Z tego blisko połowa środków wzmacnia, napędza i modeluje europejski rynek produkcji audiowizualnej.

RZEMIOSŁO JEST NAJWAŻNIEJSZE

Powyższy wstęp uświadamia, że hasło „cała nadzieja w młodych” nabiera bardzo konkretnej treści i jak wielkie oczekiwania trzeba, warto i należy wiązać z przyszłymi filmowcami, wśród których być może są także oczekujące rzemieślniczego wsparcia talenty.

13. edycja Visegrad Film Forum (VFF), którego patronem był jak zawsze Fundusz Wyszehradzki, to dobra okazja by właśnie poznać pierwsze dokonania filmowych aspirantów, posłuchać wykładów mistrzowskich zawodowych autorytetów i ocenić potencjał twórczy ich przyszłych partnerów a może nawet zastępców.

Jak po wielokroć deklarował szef VFF, Jakub Wiktryn, rzemiosło jest tu najważniejsze, dodając: Na większości festiwali filmy są główną atrakcją, a twórcy stanowią wartość dodatkową, u nas  jest wręcz przeciwnie“.

Studenci szkól zawodowych z sześciu europejskich krajów (FTF VŠMU z Bratysławy, FAMU z Pragi, Szkoły Filmowej w Łodzi,  SZFE- Budapeszteńskiej Szkoły Filmowej, HFF- Uniwersytetu Telewizji i Filmu Monachium oraz TAFU- Gruzińskiej Narodowej Szkoły Filmowej w Tbilisi) zaprezentowali w Bratysławie swe szkolne próby, różnorodne tematycznie, gatunkowo i etapem filmowej edukacji. Łączyła je jednak taka idea- by czerpiąc z dorobku mistrzów kina mówić własnym językiem, pokazywać świat przez pryzmat własnych doświadczeń, opowiadać własne historie i realizować własne, oryginalne pomysły formalne.

W pamięci dobrze zapisały się obie propozycje studentów budapesztańskiej uczelni (11. minutowa psychodrama rozgrywająca się we wnętrzu kolejki linowej oraz portret młodej kobiety zmagającej się z zaburzeniem osobowości typu borderline), animowany „Szmer” (skąd się biorą dokuczające ludziom tzw. szumy uszne)  Veroniki Valentovej z FAMU, znane już z festiwalowych pokazów „Wyznanie” (autorka doświadczyła kiedyś molestowania ze strony księdza katolickiego) Rebeki Bizubovej oraz animowana „Bańka” (jak się poruszać w świecie ogarniętym przemocą?) Wandy Przeworskiej.

Z łódzkiej Filmówki przyjechali na VFF: Varvara Zarytska  i jej „Jak się odkochać” , Jakub Wenda z filmem „Nieznane życie kwiatów” oraz Angelika Cygel z obrazem „Zza szyby podglądam jak umiera sarna. Młoda”.

Integralna częścią VFF były wykłady mistrzowskie i spotkania z uznanymi autorytetami filmowymi. Był wśród nich m.in. znakomity (w dorobku m.in. „Pachnidło” i „Atlas chmur”) niemiecki scenograf Uli Hanisch, który  zaoferował uzupełniające spojrzenie na dzieło filmowe zakorzenione w konstrukcji. Czerpiąc z projektów takich jak serial „Babylon Berlin” czy „Igrzyska śmierci”, przekonywał, że scenografia nie polega na zbieraniu odniesień, lecz na budowaniu spójnego świata od środka. To musi być obraz świata, który tworzysz– zauważył, podkreślając, że dekoracje są narzędziami narracyjnymi kształtowanymi przez wewnętrzną logikę opowieści. Opisując swoją pracę przy ograniczonych budżetach i nietypowych lokalizacjach, w tym transformacji przestrzeni znalezionych, pokazał, jak owe ograniczenia mogą stać się katalizatorem wynalazków. Dla początkujących twórców filmowych jego przesłanie było jasne: przekonujące światy filmowe definiuje nie skala, lecz spójność i wyobraźnia.

W SERCU EUROPY

6 fabuł i 20 krótkometrażówek wybrano do dwóch głównych konkursów festiwalu, odbywających się pod hasłem „W sercu Europy”.  Wśród tych pierwszych znalazły się filmy, dobrze już znane na arenie międzynarodowej, jak pokazywany na m.in. na ubiegłorocznym festiwalu w Locarno austriacko- niemiecki „Biały ślimak”  Elsy Kremser i Petera Levina czy nagrodzony branżowymi wyróżnieniami w Polsce „Dom dobry” Wojciecha Smarzowskiego, który odniósł nad Wisłą imponujący sukces frekwencyjny. Także węgierski (koprodukcja z Grecją i Niemcami) „Hen” György Pálfiego z sukcesami na festiwalach w Toronto, Goeteborgu i San Sebastian ma znaczące miejsce w dorobku ekscentrycznego reżysera i czołową pozycję na liście aktualnych osiągnięć naddunajskiej kinematografii.

W takim gronie nie mógł liczyć na życzliwą krytykę czesko- słowacki „Šampion” Jakuba Červenki, tylko poprawnie zrealizowana opowieść o końcu amatorskiej kariery Ondreja Nepeli, legendarnego łyżwiarza figurowego, który największe sukcesy odnosił na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W filmie pojawia się wątek homoseksualizmu bohatera ale autorowi zabrakło odwagi, by w napisach końcowych dodać, że Nepela był jedną z ofiar epidemii AIDS i dlatego zmarł w wieku zaledwie 38 lat.

Jury wyróżniło nagrodą główną konkursu ukraiński obraz „To the Victory!” Walentyna Wasjanowicza, przenoszący nas w powojenną rzeczywistość, w której  próbuje się odnaleźć pewien dojrzały filmowiec, alter ego reżysera, i jego najbliżsi. Jak pisał brytyjski krytyk: Osamotniony, bezrobotny i zagubiony, kurczowo trzyma się nadziei, że życie się ustabilizuje, mimo że wszystko wskazuje na stagnację. Jego przekonanie, że „w końcu będzie lepiej”, staje się zarówno jego tarczą, jak i więzieniem.

Konkurs filmów krótkometrażowych z udziałem polskiej czwórki: dokumenty „Stroiciele” Pawła Chorzępy i  „Hajfongpol” Leona Korzyńskiego, fabułę „Romans” Jakuba Pycaka oraz animację „Rozdarcia” Pauliny Ziółkowskiej, miał wyrównany, wysoki poziom, będący potwierdzeniem wcześniejszych obserwacji, że filmowcy z Europy Środkowej i Wschodniej (poza wyszehradzką czwórką także z Austrii,  Niemiec i Ukrainy) specjalizujący się w krótkich formach radzą sobie jakby lepiej w filmowej rzeczywistości niż ich fabularni koledzy.

Ale jury nie zdecydowało się w swym werdykcie na któregoś z oczywistych faworytów ale na czytelny ukłon wobec gospodarzy,  wybierając „Seablindness” Terezy Smetanovej, blisko półgodzinny zbiór scen rodzajowych i obrazów dokumentujących odwieczne związki człowieka z wodą. Dużo lepszy i dojrzalszy „Pes a vlk” Terézy Halamovej otrzymał tylko wyróżnienie.

KUPIĆ NIE KUPIĆ…

W programie Febiofest znalazł się także, zresztą już po raz 11. Work in Progress, branżowy  segment festiwalu, prezentując ofertę, znacznie wykraczającą poza dotychczasową bazę. Podczas publicznej prezentacji pokazano 17 projektów ze: Słowacji, Czech, Ukrainy, Polski, Węgier, Austrii, Niemiec, Szwajcarii i Francji, co musiało robić wrażenie i potwierdzało także  rosnący zasięg terytorialny corocznego spotkania branży filmowej w Bratysławie. Obok silnej reprezentacji słowackiej, dwudniowa prezentacja obejmowała więcej niż w przeszłości koprodukcji i tytułów o międzynarodowej orientacji w zakresie rozwoju, produkcji i postprodukcji, a gatunkowo fikcję, dokument, animację oraz formy hybrydowe. Program,(„Szczelina” to polsko- szwajcarski dramat fabularny Katarzyny Iskry opowiadający o powrocie w rodzinne strony jako antidotum na niemoc twórczą) odzwierciedlał również znaczącą zmianę pokoleniową, gdy wielu debiutujących i młodych twórców wykorzystywało Bratislava Industry Days, by przedstawić ambitne prace dotyczące macierzyństwa, opieki, migracji, wojny, traumy historycznej, radykalizacji i doświadczeń mniejszości.

Zgłoszone prace oceniało międzynarodowe jury w składzie: Cecilia Barrionuevo (Doclisboa) , Ewa Szabłowska (MFF Nowe Horyzonty) oraz Sofia Tocar Square (Eyes Wiedeń). Nagrodę za najlepszy Febio Pitch otrzymała Eva Sajanová za film „She Just Walked into the Room and She Doesn’t Know Why She Did It” – krótki dokument o chorobie Alzheimera i niepłatnej opiece nad chorymi. Nagroda Cineuropa Work in Progress została przyznana filmowi Terézie Halamovej “Godzina między psem a wilkiem”, czesko-słowackiemu filmowi drogi badającym męskość i emocjonalne rozbicie poprzez historię objazdowego striptizera. Halamová otrzymała także Specjalne Wyróżnienie za krótki film „Pies i wilk” w konkursie In the Heart of Europe, chwalony jako “dobrze wyreżyserowana seria odcinków” oparta na centralnej roli łączącej “siłę, pewność siebie i wrażliwość”.

Nagroda Krakowskiego Festiwalu Filmowego i DocLab Poland obejmuje udział w Targach Koprodukcyjnych CEDOC Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Anita Piotrowska, dyrektor artystyczna KFF wręczyła ją Alle Mitiukovej, ukraińskiej reżyserce i producentce filmu „Residence Permit”.

JANUSZ KOŁODZIEJ