8. FIPADOC Festival Int. Documentaire, Biarritz: Katalog dramatów małych i dużych

Baskijska flaga powiewająca w sąsiedztwie francuskiej i europejskiej nad wejściem do ratusza miejskiego w Biarritz wciąż musi budzić nostalgiczne choć smutne wspomnienie czasów, gdy jej publiczna ekspozycja  była zakazana i bywało, że  surowo karana. A teraz Kraj Basków, po francuskiej i hiszpańskiej stronie to po prostu jeden wspólny region jak przed wiekami. Nikt nie podkłada bomb, nie porywa przeciwników separacji, nikt też nie siedzi w więzieniach z wieloletnimi wyrokami. Żyje się spokojnie, przyjmując turystycznych gości i bogatych kuracjuszy. I już po raz 8 pod koniec stycznia  filmowców dokumentalistów z całego świata.

TYLKO AZJA I BLISKI WSCHÓD?

FIPADOC w Biarritz ma krótką historię ale pracowicie buduje swą rangę i markę, co nie jest łatwe bo konkurentów ma co najmniej kilkudziesięciu w całej Europie i drugie tyle poza jej granicami. Wydaje się, że po tegorocznej edycji ta ścieżka na szczyt nieco się spowolni bo nie wiedzieć czemu komisja kwalifikacyjna a w finale dyrekcja programowa festiwalu,  postanowiła zbudować główny konkurs z filmowych wycieczek w wybrane rejony świata. Spośród 13 tytułów aż 10 pokazywała nam rzeczywistość i problemy Azji (Wietnam, Indie, Japonia, Iran), Bliskiego Wschodu (Palestyna, Afganistan)  i Afryki (Nigeria).

Plus obowiązkowy wątek ukraiński w postaci filmu  „Dziennik pacyfisty „ (Francja/Ukraina) Ołeksandra Tkaczenko (kochający przyrodę filmowiec i pacyfista, mieszkający dotąd w odległej ekowiosce na ukraińskiej prowincji zostaje powołany do jednostki bojowej. Smartfonem filmuje swoją przemianę w „bohatera wojennego”, desperacko próbując- jak twierdzi- zachować człowieczeństwo i zdolność do zachwytu).

Dodajmy od razu, że i w pozostałych sekcjach pojawiały się często wątki i obrazki azjatycko- bliskowschodnie co tylko pogłębiało ogólnie wrażenie pewnej nie do końca uzasadnionej nadreprezentacji. Tym bardziej, że obok tytułów ewidentnie dojrzałych i wartych zapamiętania były prace dużo słabsze.

Do tych pierwszych należał zdecydowanie laureat Nagrody Głównej FIPADOC, zrealizowany w koprodukcji indyjsko-fińsko- łotewskiej obraz  „Redlight to Limelight” Bipuljita Basu.  Autor pojechał z ekipą do burdelu w Kalkucie, by obserwować jak syn prostytutki, prowadzi warsztaty filmowe. Nupur sam pisze scenariusze a potem oferuje kobietom i dzieciom z sąsiedztwa role, niektóre mniej lub bardziej luźno oparte są na ich własnym życiu. Oczywiście wszyscy korzystają z nieoczekiwanej okazji, by wystąpić przed kamerą ale podczas finałowego pokazu zmontowanego materiału czeka ich niespodzianka. Film w filmie i to dokumentalnym? Tego chyba jeszcze nie było, a jeśli to w śladowych ilościach.

Bardzo dobre wrażenie pozostawił „ The Clown of Gaza” (Francja/Jordania/Katar) Abdulrahmana Sabbaha, pokazujący inną codzienność masakrowanej przez armię izraelską Gazy. Gdzie trwa nie tylko walka o przetrwanie ale także jest bo musi być, taka jest bowiem logika życia, chwila na spontaniczną zabawę najmłodszych i uśmiech dziecka.  W sercu oblężonej enklawy niskorosły klaun, Alaa Meqdad, alias Aloosh, , występując dla dziecięcej widowni wśród gruzów, posługuje się śpiewem, tańcem i żartem jak tarczą przed zniszczeniem i utratą wiary w lepszą przyszłość. Biarritz to kolejny etap na festiwalowej drodze tego tytułu, wszędzie długo oklaskiwanego.

Ledwie widoczna nić nadziei, że w tym regionie świata kiedyś zapanuje pokój i zgoda szybko znika, bo na ekranie prawdziwy już „krajobraz po bitwie” czyli co dzieje się, kiedy cywilizowany świat oddaje pola religijnym troglodytom.

Oto „Kabul. Miedzy modlitwami” (Belgia/Holandia) Aboozara Aminiego, który portretuje Samima, 23-letni oddanego talibom żołnierza, który żyje rozdarty między religią – i ideałem męczeństwa – a codzienną rolą męża i rolnika. Jego śladami podąża 14-letni brat, Rafi, stopniowo porzucając beztroskie dzieciństwo na rzecz studiowania Koranu i nauki posługiwania się bronią.

I na koniec tego katalogu wielkich i trochę mniejszych dramatów wycieczka do sytej i zurbanizowanej do granic rozumu Japonii, gdzie samotność stała się na tyle poważnym problemem społecznym, że podjęto decyzję o utworzenia Ministerstwa ds. Samotności. Duński dokumentalista, Kaspar Astrup Schröder , autor „Ministerstwa samotności- Drogie jutro”, nie miał trudności ze znalezieniem odpowiednich kandydatów, wybrał trzy osoby, w odmienny sposób walczące z przeklętym byciem solo. Pokazał także działania wolontariuszy, tworzących infolinię dla osób z myślami samobójczymi i oferujących wsparcie dzwoniącym, aby pomóc im przezwyciężyć rozpacz i odzyskać kontrolę nad swoim życiem.

A MOŻE JEST JAKIŚ INNE ŻYCIE?

Pytanie! Oczywiście, choćby w pewnym środkowoeuropejskim kraju, który w trzydzieści lat nadrobił cywilizacyjne opóźnienie, wykształcił pokolenie świadomych swej wiedzy, urody i siły Europejczyków i teraz oczami  utalentowanych, młodych filmowców może pokazywać otaczającą ich rzeczywistość bez kompleksów, wiecznych pretensji czy tandetnego makijażu.

Dwaj z nich, Paweł Chorzępa („Stroiciele”) i Jakub Piątek („Bacewicz & Bomsori”) ruszyli w obszar dźwięków na najwyższym poziomie, realizując bardzo dobrze sfotografowane i pracowicie wykonane portrety muzycznych wirtuozów. U Chorzępy są to tytułowi stroiciele konkursowych instrumentów, w zaciszu rywalizujący o mistrzowskie brzmienie. U Piątka, autora wielokrotnie nagrodzonego filmu „Pianoforte”, to południowokoreańska skrzypaczka, znakomita odtwórczyni legendarnych kompozycji Grażyny Bacewicz.

Z kolei debiutująca w pełnometrażowym dokumencie Iga Lis w swym „Bałtyku” (na świecie funkcjonuje pod lepszym tytułem „Królowa wędzonej ryby”) w rokującym nadzieję stylu, odwoływała się, portretując swych bohaterów, do tradycji i osiągnięć legend polskiego dokumentu.

Owo tytułowe inne życie widzieliśmy także w norweskim filmie Adama SÉbriego „Sikoqqinngisaannassooq „ . Pod tym niesamowitym tytułem kryje się jedno z setek określeń używanych do opisania różnych stanów śniegu i lodu. Odizolowana społeczność Inuitów na Grenlandii stoi w obliczu zaniku lodu morskiego z powodu zmian klimatycznych co zagraża bogactwu kulturowemu tej, starej jak świat, społeczności.

Wiarę w niesłabnąca siłę miłości dawała  historii jaka opowiedział angielski reżyser Orlando von Eisedel w swym „ The Cycle of Love „.  Rozpoczyna się ta opowieść w Indiach, w 1977 roku, kiedy młody „niedotykalny”, zarabia na życie rysując portrety na ulicach Delhi. Szkicuje turystów i czeka na swoją bratnią duszę, zgodnie z przepowiednią z jego horoskopu. Wierzy, że rozpoznaje ją w Lotcie, Szwedce, której portret namalował. Następnie kupuje rower i wyrusza w 10 000-kilometrową podróż przez dwa kontynenty, aby ją odnaleźć. Przeżyli razem blisko 50  lat a festiwalowa publiczność długo biła im i autorowi brawo.

Zapewne mniej szczęścia będzie miała w dorosłym życiu bohaterka filmu „Chilapa girl” (Kolumbia) Juana Lotero López, trzynastoletnia Yulieth.  Dorastała w zachwycającym naturalnym otoczeniu ale w biednej społeczności, gdzie kobiety rzadko mają wpływ na swoje życie. Ledwo wyszła z dzieciństwa, musi wybierać między marzeniami o edukacji a rzeczywistością, w której dominuje seksizm i determinizm społeczny.

I jeszcze nastrojowa „Beletrystyka” (Bułgaria/Dania) Aysel KÜÇÜKSU. Matka i córka odkrywają na nowo listy, które pisały do ​​siebie dziesięć lat wcześniej. Co się stało z marzeniami i prawdami, którymi się dzieliły? Czas minął, ale miłość wciąż przenika nadzieje, które każda z nich żywiła do drugiej.

Irańsko- duński „A Fox. Under A Pink Moon” Mehrdada OSKOUEI i Sorayi AKHALAGHI zachwyca talentem bohaterki ale przygnębia jej trudnością z akceptacja do europejskich warunków. Soraya, młoda afgańska artystka, ucieka do Iranu i od pięciu lat próbuje dotrzeć do Austrii, by odnaleźć swoją matkę. Używa telefonu, by dokumentować liczne próby ucieczki i przemoc ze strony męża. Znajduje schronienie przed tą okrutną rzeczywistością w niezwykłych rysunkach przedstawiających małego lisa. Ale mimo upływu lat wciąż nie odnajduje się w otaczającej ja teraz rzeczywistości.

WSPOMNIENIA, WSPOMNIENIA

„Zaginiony zespól marzeń” (Chorwacja/Włochy/Słowenia/Serbia) Jure Pavlovica przypomina archiwaliami, że pod koniec lat 80. jugosłowiańska reprezentacja koszykarska zdominowała tą dyscyplinę w Europie. Słoweńcy, Serbowie, Chorwaci, Bośniacy, Czarnogórcy, Macedończycy i Kosowianie grali w jednej drużynie. W 1991 roku, kiedy zespół późniejszych legend światowej koszykówki (Kukoc, Petrovic) gromił przeciwników na Mistrzostwach Europy, Jugosławia się rozpadła, a złoty medal przyznano państwu, które już nie istniało.

Kilkanaście lat wcześniej miało miejsce wydarzenie, które słusznie uchodzi za nie tyle symboliczny co namacalny koniec zimnej wojny, toczonej przed dwa dominujące ustroje po zakończeniu II wojny. Mowa o lipcu 1975, kiedy to światowi przywódcy zebrali  się w Finlandii,  na Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Archiwa filmowe i transkrypcje tajnych rozmów między przywódcami radzieckimi i amerykańskimi ujawniają kulisy słynnych Porozumień Helsińskich a przypomina je Artur Franck w filmie „Efekt Helsiński” (Finlandia/Niemcy/Norwegia).

Janusz Kołodziej