O polityce i politykach 25 godzin na dobę, serialowy sezon ponurych policjantek, sportowe rykowiska a na co dzień nieustanne deja vu- rok 2025 nie był dla telewizji nad Wisłą ani dobry ani zły. Był tak samo jak poprzednie wypełniony powtarzalną do bólu i coraz trudniejszą do strawienia walką partyjno- polityczną i serialowo- formatową młócką. O rezygnacji z kreowania jakichkolwiek oryginalnych czy choćby tylko samodzielnych propozycji programowych, nie warto wspominać, bo to od dawna cecha immamentna rodzimych producentów i decydentów.
Cześć rozrywkową mijającego sezonu zapewnił wspólny wkład najważniejszych stacji w porażkę prezydenckiego kandydata strony demokratycznej, familijna masakra w słonecznej stacji i kuriozalne potyczki likwidatorów twierdzy z Woronicza z szefową własnej Rady Programowej!
MAGIEL FOREVER…
… czyli niekończąca się opowieść o pacjentach szpitali psychiatrycznych z całej Polski, którzy oddelegowani czasowo do polityki, zapewniają telewizyjnej widowni codzienny festiwal niekompetencji i głupoty, pogardy i chamstwa, braku kindersztuby i długą listę kompleksów. Wychowani w cieniu magla, nieustannie próbują podnieść jego obyczaje i styl pracy do rangi obowiązującej powszechnie i publicznie cnoty.
Niestety przychodzi im to z łatwością, bo po stronie mediów, z nielicznymi wyjątkami, mają podobnych sobie „zawodowców”, albo przypadkowych krzykaczy i sezonowych oszołomów albo sprytnych cwaniaków, kręcących swoje w politycznej lodziarni.
To jednak, dzięki codziennej współpracy jednych i drugich czysta informacja i prawdziwie ekspercki komentarz przebijają się z trudem na telewizyjne anteny, których szefowie nie są w stanie ułożyć ramówek bez tych wszystkich tematów i gości dnia czy pseudo dyskusji z udziałem mniej lub bardziej upartyjnionych komentatorów. Zawłaszczyli dla politycznego magla nie tylko poranki, bo wieczory zostały zagospodarowane już wcześniej, wychodząc z brawurowego założenia, że Polki i Polacy o niczym innym nie marzą na początku dnia jak tylko o wysłuchaniu złotych myśli albo połajanek, ale także weekendy. Za te ostatnie trzeba im jednak podziękować, bo nic tak nie przekonało telewizyjnej publiczności do spacerów czy rodzinnych zakupów, jak widok w sobotnio- niedzielne przedpołudnia tego samego co zwykle, stęsknionego za jakąkolwiek samodzielną myślą, grona.
Specjaliści od telewizyjnej informacji i publicystyki z czołowych stacji, wsparci fachową wiedzą speców od PR i kampanii wyborczych, zatrudnionych w sztabie jednego z głównych kandydatów na urząd prezydenta, tak się spisali, że przegrali wygrane wybory, do końca obrzydzając narodowi przeciwników, ale, także do końca, zapominając o podaniu prostych argumentów na poparcie korzyści, wynikających z oddania głosu na swego faworyta. Za dwa lata będą mieli okazję do ponownego użycia swej akademickiej niewiedzy i książkowego braku umiejętności zawodowych.
Polityka i politycy wszystkich maści dominują na ogólnodostępnych antenach, kłamstwa i manipulacje są obowiązującą normą przekazu a resztę ramówek wypełnia sformatowana magma, w której z rzadka pojawia się coś autentycznie interesującego.
KIEDY POLSKIE „DOJRZEWANIE”?
Pytanie na szczęście nie do końca retoryczne bo kilka serialowych premier ostatnich miesięcy, jak by to powiedzieli nasi ulubieni sportowi krzykacze, zapala promień nadziei w tunelu. Brytyjski dramat obyczajowy, pokazujący, że tytułowe dojrzewanie w dzisiejszej zdawać by sie mogło normalnej mieszczańskiej rodzinie a przede wszystkim w internetowym otoczeniu, to prawdziwa szkoła dla nastoletnich mizoginów, dzięki aktywności mediów społecznościowych, zaburzonych emocjonalnie już na początku życia i gotowych na zbrodnię.
Nad Wisłą, póki co, nie widać miejsca na tego rodzaju propozycje w programach wielkiej czwórki a inni dopiero testują ostrożnie percepcyjną wrażliwość swych widzów .
Z ogromnej serialowej oferty, w zdecydowanej większości powielającej stare pomysły i zgrane schematy z udziałem rzadko zmieniającego się grona wykonawców, dało się na szczęście wyłuskać kilka pozycji zrealizowanych tu i teraz, które pokazywane w streamingu dają dobre świadectwo sprawności zawodowej rodzimych scenarzystów i realizatorów.
Więcej niż pozytywne wrażenie i wysokie oceny branży oraz telewizyjnej widowni wielu krajów zyskał „Heweliusz” (Netflix) podpisany przez Jana Holoubka według scenariusza Kaspera Bajona, tylko trochę słabsza od prologu była kontynuacja „Chwili ciszy” (Canal+) Jacka Lusińskiego, także współautora scenariusza z Szymonem Augustyniakiem, swoich widzów dalej bawił a chorych na patriotyzm irytował i oburzał drugi sezon serialu kostiumowego „1670” (Netflix), reżyseria: Maciej Buchwald i Kordian Kądziela ,scenariusz- Jakub Rużyłło, udał się thriller obyczajowy „Porządny człowiek” (HBO Max) w reżyserii Aleksandry Terpińskiej (scenariusz: Marek Modzelewski i Krzysztof Czeczot), w pamięci pozostaną mimo dłużyzn i scenariuszowych dołków „Przesmyk” (HBO Max) Jana P. Matuszyńskiego i „Breslau” (Disney+) Leszka Dawida.
Wszystkie pozycje na powyższej liście to produkcje stacji i nadawców komercyjnych, choć im także zdarzały się niewypały, adaptacje złej literatury czy od początku skazane na niepowodzenie próby modnych ale odklejonych od świata filmu, reżyserów teatralnych. Inni zadawalają się tasiemcową produkcją kolejnych sezonów z ponurymi policjantkami w rolach głównych (plus obowiązkowe zdjęcia ponurych krajobrazów z drona), obyczajówek z coraz odleglejszymi od realnego życia sytuacjami czy nieudanymi potyczkami z historią.
ZŁE BO… NASZE
Działka sportowo- rozrywkowa to w polskojęzycznych stacjach telewizyjnych absolutny dramat. Jeśli oczywiście uznać za rozrywkę n-te sezony talent szołów, głupie teleturnieje czy żałosne, coraz częściej śmieszące wyłącznie samych wykonawców kabarety.
I jeśli poważnie potraktować obowiązującą na wszystkich kanałach, także specjalistycznych i komercyjnych, modę na emisyjne rykowiska, jako polski wkład w telewizyjne relacjonowanie i komentowanie wydarzeń sportowych. Tu już od dawna nie obowiązują żadne karty mikrofonowo- ekranowe, przeciwnie, wydaje się, że im gorsza dykcja i potykanie się o własny język, tym większe szanse na występ na żywo. Najważniejsza jest siła głosu i natężenie ryku plus usłyszane gdzieś a nieudolnie powtarzane teraz złote myśli i opinie rodem z baru piwnego i grona tamtejszych znawców tematu.
A w przerwach absolutne kuriozum czyli analizy podwórkowo- plażowej kopaniny czyli rodzimej ligi piłkarskiej (w Europie lokuje się poziomem poza pierwszą trzydziestką!!!) w wykonaniu licznego grona byłych piłkarzy i mocno zakręconych tzw. znawców tematu. Albo wywody speców od jeżdżenia w kółko na żużlu, którym resztę zdrowego rozsądku przy ocenie samobójczych starć odbiera duma z tego, że mamy być może najbardziej emocjonujące rozgrywki na świecie (zawodowe wyścigi na żużlu uprawiane są w 10 może w 15 krajach!!!).
Wszyscy oni próbują nas przekonywać, że boiskowa młocka przeklinających i wytatuowanych amatorów czy żużlowa walka na śmierć i życie (nie ma tygodnia czy zawodów bez krwawego wypadku) , to jednak sport a nie jego karykatura w polskim wydaniu.
EPILOG CZYLI KONIEC PROLOGU
Zamiast podsumowania krótka wycieczka do reklamowego ogródka. Ten tytułowy „kaszel palacza” to dosłowny cytat z jednej z reklam emitowanych w minionym roku na telewizyjnej antenie. Błyskotliwe hasło, jak większość pomysłów autorstwa rodzimych wymyślaczy, i znowu jak wiele innych oderwane od życia, bo pogłowie palaczy zmniejszyło się dramatycznie nad Wisłą i Odrą, przemknęło się do emisji, bo… Bo tak naprawdę nikt nie zwraca u nas uwagi na treść i formę przekazów reklamowych, jeśli nie pokazują gwałtu na dziecku albo nie składają się- jeszcze- z samych bluzgów. Ale coraz częściej doprowadzają do stanu wrzenia telewizyjną publiczność, czego dowodem niedawna relacja na bezmyślne wykorzystanie świętomikołajowej tradycji, stroju i obyczaju w reklamie piwa.
Może po tym skandalu wreszcie ktoś weźmie odpowiedzialność za to, co pokazuje na własnej antenie, podniesie głowę znad słupków oglądalności albo stanu swego konta i zainteresuje się ofertą, jaką wpychają mu na wizję, pozbawieni wszelkich skrupułów i elementarnej przyzwoitości, spryciarze z reklamowych korporacji. Może…
JACEK BIELSKI
